Powered By Blogger

Fanpage Anna Lena z Zatoki Literackiej

sobota, 6 czerwca 2015



„BESTIA” – POSZUKIWANA ŻYWA LUB MARTWA

A jeśli tak w miejscowości, w której mieszkasz, pracujesz, uczysz się – grasuje seryjny morderca, który na swoim koncie ma już kilka istnień ludzkich? Policja dla dobra śledztwa nabrała wody w usta, lokalne media jak sępy krążą nad tematem, zaś sparaliżowana strachem społeczność dla zneutralizowania strachu tworzy niestworzone historie o mordercy – jako o bestii, która wygląda jak nie z tego świata?    
 
Autor polecanego przeze mnie thrillera pt. „Bestia” - Piotr Rozmus (rocznik 1983) jest absolwentem doradztwa psychospołecznego, socjologii oraz profilaktyki społecznej i resocjalizacyjnej. Po godzinach, kiedy ma tylko przerwę od pracy zawodowej – czyta powieści sensacyjne, a od jakiegoś czasu pisze własne. Twórczość Koontza, Kinga, Mastertona czy Browna jest „obowiązkową” w jego prywatnej biblioteczce. A i wpływy tych autorów stały się bardzo wyraźne w jego debiucie. Na co dzień autor mieszka w urokliwym Szczecinku. Miejscowość ta stał się również planem, w którym rozgrywa się większa część powieści „Bestia” (mamy tutaj nakreślony portret psychologiczny miasteczka; jego władzy, policji, lokalnych mediów, społeczności, z próbą odpowiedzi na pytanie, jak te struktury radzą sobie z chwilą pojawienia się zagrożenia w osobie seryjnego mordercy). Poznajemy Szczecinek także topograficznie. Dzięki fabule dowiadujemy się, że leży on nad pięknym jeziorem w województwie zachodniopomorskim, że ma okazałe parki, niezmierzone bunkry z czasów II wojny światowej czy zabytkową wieżę Bismarcka, która stała się świadkiem makabrycznych zbrodni dokonanych przez powieściową bestię. Miejscem akcji jest również Szczecin i jego wielkomiejski świat, w którym po traumatycznych wydarzeniach próbuje na nowo „poskładać się” przechodzący właśnie na emeryturę – funkcjonariusz policji Robert Donovan. (Autor uczynił go w powieści synem Polki i Amerykanina). Donovan obiera Szczecinek, wydawałoby się, że na resztę swojego życia (tam mieszka jego rodzona siostra z rodziną). Miasteczko staje się dla niego przede wszystkim miejscem, w którym zamierza ukryć się przed gangsterem – pseud. Łezka. Który kilkanaście lat  temu aresztowany przez Donovana, obecnie wychodzi na wolność. A jak nie trudno się domyślić  – żaden gangster nigdy nie wybacza, tym bardziej policjantowi, który go zaaresztował. A Łezka rzeczywiście po wyjściu z więzienia obrał sobie za cel upolowanie sobie Donovana, niczym dzikiego zwierza.
Powieść rozpoczyna się jeszcze w czasie II wojny światowej (prolog) w niezmierzonych bunkrach Szczecinka. Właśnie tam zrodziło się zło, które w czasach współczesnych (w fabule jest rok 2012) osiągnęło swoje apogeum, zbierając swoje pokłosie.
Piotr Rozmus bardzo umiejętnie skonstruował portret psychologiczny seryjnego mordercy. Szczecineccy policjanci będąc w toku śledztwa nad zabójstwem dwóch kobiet, nad porwaniem dzieci oraz będąc w procedurze śledztwa nad zamordowanym i oskalpowanym przez bestię kierowcą nocnego autobusu miejskiego, przy współpracy Donovana, biegłego psychiatry czy lokalnych mediów, powątpiewają czy w ogóle mają do czynienia z człowiekiem?! Łapiąc się dość często na myśleniu, że podążają za samym diabłem. I tutaj nie pomylili się, gdyż bestia zrodziła się pod ekspresją rytualnych mszy satanistycznych, odbywających się w podziemiach Szczecinka, i to już od kilkudziesięciu lat. A jak wykazało śledztwo, proceder ten stał się prawie że przedsięwzięciem rodzinnym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Na dobrą sprawę, to kim okaże się guru sekty (który z bohaterów powieści nim jest) oraz jakimi defektami natury naznaczona jest tytułowa bestia – myślę że może zaskoczyć nawet  najbardziej wprawionych w zagadkach kryminalno-literackich – czytelników.
Mnie zapadło w pamięć szczególnie jedno zdanie powieści, które zdołało wprowadzić mnie w klimat grozy, sprawiając że ciarki przeszły mi po plecach, i to nie jeden raz, a i serce zabiło szybciej. Jest to zdanie, które opisuje moment, kiedy tytułowa bestia na oczach czytelników ma zamiar dokonać swojej pierwszej zbrodni. W miejscu tragedii późnym wieczorem, zimową porą w okolicach wieży Bismarcka w Szczecinku mamy trzech bohaterów: przyszłą ofiarę, którą jest młoda dziewczyna, bestię oraz wronę…: 

„Trzy serca biły w zwariowanym tempie, a za moment miały, o ile to możliwe, bić jeszcze szybciej. Jedno z przerażenia, drugie z podniecenia, a trzecie z ciekawości…” (s. 16).

Według mnie autor „Bestii” udowodnił, że stopniowanie napięcia jest jego mocną stroną. Debiut literacki jest udany, iście z piekła rodem. Dlatego z niecierpliwością czekam na kontynuację wątku, którą autor już jakiś czas temu zapowiedział. Tymczasem kilka tygodni temu na rynku wydawniczym ukazał się kolejny thriller autora pt. „Kompleks Boga”, który również zakotwiczony jest w jednym z miast w województwie zachodniopomorskim.
Ale tymczasem polecam Wam „Bestię”, która grasuje po Szczecinku – oczywiście tym powieściowym – ale myślę, że także miasteczku godnym odwiedzenia nie tylko literacko.


 [Anna-Lena z Zatoki Literackiej]






środa, 27 maja 2015



DOKĄD TERAZ?

Iwona Małgorzata ŻYTKOWIAK jest autorką, o której można powiedzieć, że „kolekcjonuje” bohaterki... W jej powieściach żyją one w swoich mikroświatach, czasami są to złote klatki, niekiedy są to terraria wyściełane czerwonymi dywanami, a dość często są to akwaria, w których pomimo tego, że pływa złota rybka spełniająca marzenia, to jednak jest już w nich zbyt ciasno, i na dodatek zaczyna brakować tlenu. Oczywiście te klatki, terraria, akwaria to tylko porównania, ale jakże trafne. Pomimo tego, że bohaterki duszą się w swoich mikroświatach, dość często nienawidzą tych światów, to na swój sposób są niebanalne… Tak jest choćby z Antoniną, czyli „Tonią”, którą autorka z Barlinka zadebiutowała kilka lat temu na rynku wydawniczym.

Dlaczego przywołałam tutaj powieściowego ducha Toni?!

Dlatego, iż polecając Wam najnowszą powieść Iwony Małgorzaty Żytkowiak (która swoją premierę wydawniczą miała 12 maja br.) pt. „DOKĄD TERAZ?”, zapoznałam się z Lilii Czarnecką vel Mariolę Czarnecką, która w swoim sposobie bycia przypomniała mi bohaterkę z debiutu.

Lilii Czarnecka – to ta niebanalna, która od zawsze miała swój świat – wyimaginowanych opowieści, w których bywała wielką damą albo Bóg raczy wiedzieć kim jeszcze. U rówieśnic od zawsze budziła zawiść, zaś chłopcy, czy mężczyźni – fantazjowali o niej… Mariola vel Lilii w dzieciństwie została dotkliwie skrzywdzona przez molestującego ją ojca oraz milczącą, przyzwalająca na to – matkę. Przez te traumatyczne wydarzenia jej uczucia stały się zimne jak lód,  nie ulegając ociepleniu nawet wobec jedynej córki – Sary. Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa wpłynęły również na to, że kolejnych partnerów traktuje ona przedmiotowo. Oczekując od nich wyłącznie zabezpieczenia materialnego, ale już bez żadnych uczuć – bo po co to komu?! Odcinając się od przeszłości, uczyniła to najbardziej namacalnie jak tylko mogła, zmieniając swoje właściwe imię – na Lilii.
Akcja powieści zawiązuj się wokół przypadku, ale w zasadzie to nic nie dzieje się bez przyczyny – Lilii Czarnecka pewnego dnia w poczekalni lekarskiej gubi swój telefon. Trafia on w ręce Ewy Niebieszczańskiej, która postanawia zwrócić zgubę. (Ewa – to także jedna z bohaterek, która na swój sposób żyje w złotej klatce). Przeznaczenie łączy losy obu pań, i to do tego stopnia, że na jaw wychodzą wydarzenia z przeszłości, o których chciałoby się nie pamiętać.
W zasadzie, tyle ile jest rozdziałów w tej książce, tak wiele mamy opowieści o pozostałych jej bohaterach (Olga, Rafał, Ewa, Adam, Dieter, Samuel, Sara… A akcja toczy się: w Gorzowie, w Pełczycach, Barlinku, Bieżuniu, Warszawie, także w Niemczech czy we Włoszech). Jednak oni wszyscy i tak skupieni są wokół głównej bohaterki, czyli Lilii. I pomimo tego, że informacje, które otrzymuje czytelnik o pozostałych bohaterach są szczątkowe, to spełniają one swoją funkcję, gdyż dzięki temu jest większe napięcie, zaczyna się drążenie tematu, rozpoczyna się poszukiwania, odkrywa tajemnice bohaterów, a przede wszystkim – patrzy się ich oczami...

Powieść nie jest łatwa w odbiorze – nie jest typowym czytadłem. A chcąc ją przeczytać od początku do końca, trzeba zarezerwować sobie nieco czasu. Koniecznie trzeba zaopatrzyć się w otwarty umysł… Bo pytanie zawarte w tytule „Dokąd teraz?” wymaga również filozoficznych odpowiedzi. Przy tej okazji, nie zaszkodzi zaopatrzyć się w płyty z nastrojową muzyką. A z podpowiedzią, czego akurat posłuchać podczas lektury tej powieści – przychodzi sama Lilli Czarnecka – proponując czytelnikom ulubionego Michaela Buble i choćby jego utwór „Everything”.



Przyjemnej lektury oraz otwartego umysłu
życzy
[Anna-Lena z Zatoki Literackiej]