Fanpage Anna Lena z Zatoki Literackiej

niedziela, 22 listopada 2015

MONIKI SZWAI „DOM NA KLIFIE”

MONIKI SZWAI „DOM NA KLIFIE”


Dziś nad ranem po ciężkiej chorobie w wieku 66 lat - na zawsze od swojego biurka pisarskiego, od swoich czytelników, od najbliższej rodziny - odeszła Monika Szwaja.


Aby zachować pamięć o autorce, która przez kilkanaście lat związana była zawodowo i życiowo ze Szczecinem, chciałabym Wam polecić tak od siebie, prosto z serca,  jedną z kilkunastu jej powieści. A jest to powieść, która wywarła na mnie duże wrażenie, stając się dla mnie – szczególną. A wyjątkowość jej wynika z wielu walorów; po pierwsze jest to regionalność i jej promocja, po drugie są to marynistyczne akcenty, akcenciki, a po trzecie jest to coś, czego nie potrafię dziś Wam wyjaśnić i zdefiniować…, ale to coś znajduje się w szczególnej, wyjątkowej atmosferze panującej w Domu na Klifie.


Po raz pierwszy „Dom na klifie” przeczytałam ok. dziewięć lat temu (w roku wydania powieści), natomiast w ubiegłym roku powróciłam do losów bohaterów… Kiedy czytałam ją po raz pierwszy, po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron od razu nabrałam słusznego przekonania, że los chce połączyć drogi bohaterów – jej i jego (co lubię). Ona to Zosia Czerwonka, wychowawczyni w państwowym domu dziecka w Szczecinie, marząca o stworzeniu dla swoich wychowanków rodzinnego domu dziecka. On to Adam Grzybowski, zatwardziały, acz sympatyczny kawaler, zawodowo dziennikarz, z wykształcenia psycholog, a z pasji żeglarz. Spotykają się oni podczas smutnej okoliczności, jaką jest śmierć wiekowej ciotki Bianki, ciotki Adama. A nieodłącznym tłem pierwszego spotkania jej i jego są szanty, które słyszalne są prawie na każdej stronie powieści...

(Szanty to coś, czego w życiu prywatnym autorki – nie brakowało, gdyż były one jej wielką miłością od lat. A ona sama pisała także teksty do nich).

Adam wpadł w oko Zosi, niestety bez wzajemności… Ale ten fakt nie był największym życiowym zmartwieniem Zosi. Gdyż w jej sercu narastał sprzeciw wobec nieprzychylnych warunków panujących w szczecińskim domu dziecka "Magnolia". Złość doprowadza Zosię do desperackiej decyzji... Ale nie mogę zdradzić Wam, co to za desperacki czyn. Zdradzę jedynie, że związany jest on z testamentem Bianki – ciotki Adama…

Tę powieść polecam także ze względu na bogactwo ciekawych, bezinteresownych zachowań i postaw reprezentowanych przez większość bohaterów powieści. 

Powieściowy dom na klifie - znajdziecie go nad Bałtykiem w województwie zachodniopomorskim, przypuszczam, że ma on swój rzeczywisty odpowiednik J

Życzę Wam ciekawej lektury oraz tego, abyście odnaleźli taką atmosferę, jaka panuje w powieści. Odnajdźcie ją w sobie i w swoim najbliższym otoczeniu.

Polecam
Anna-Lena z Zatoki Literackiej 


Z ostatniej chwili - bardzo smutna wiadomość ze Szczecina

BARDZO SMUTNA WIADOMOŚĆ ZE SZCZECINA - PO CIĘŻKIEJ CHOROBIE DZIŚ NAD RANEM (22 LISTOPADA) ZMARŁA POWIEŚCIOPISARKA - MONIKA SZWAJA.



za MMSZCZECIN: Monika Szwaja nie żyje

za WYBORCZA.PL: Nie żyje Monika Szwaja. Pisarka i dziennikarka. Autorka "Jestem nudziarą" i "Domu na Klifie". Cały tekst: http://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/1,34959,19227418,nie-zyje-monika-szwaja-pisarka-i-dziennikarka-autorka-jestem.html#ixzz3sDALEgkR

za Wikipedia: Biogram - Monika Szwaja

poniedziałek, 16 listopada 2015

„Gdyby chociaż mucha zjawiła się”

„GDYBY CHOCIAŻ MUCHA ZJAWIŁA SIĘ”
„Herbata stygnie zapada mrok
A pod piórem ciągle nic

Obowiązek obowiązkiem jest
Piosenka musi posiadać tekst”[1]
...

Parafrazując  słowa piosenki pt. „Teksański” Kasi Nosowskiej i grupy Hey, dziś mogę napisać tak:
Kakao stygnie zapada zmrok
A pod klawiaturą ciągle nic

Obowiązek obowiązkiem jest
A Anna-Lena z Zachodniopomorskiej Zatoki Literackiej powinna wnet wyłowić kolejną rekomendację! J
Ach..., wnet...

„Gdyby chociaż mucha zjawiła się…”[2]

Bzzzz…., bzzzz… tylko pomyślałam i mam, nawet kilka Much w osobach muzyków tworzących formację pod nazwą MUCHY (zaczerpując nazwę zespołu z tytułu  powieści W. Goldinga „Władca much”), z frontmanem grupy Michałem Wiraszko/Wiraszką, swoją drogą, moim krajanem, a mianowicie rodowitym stargardzianinem.

Foto ze strony głównej grupy Muchy / modyfikacja graficzna Anna-Lena z Zatoki Literackiej 

Dziś chciałabym skonfrontować Was z fragmentem twórczości Michała Wiraszki, jako twórcy większości tekstów piosenek MUCH. Głęboko wierząc, że autor zamieścił w nich kawałeczek swojego życia oraz rodzinnych stron. Zespół MUCHY założony została 11 lat temu w Poznaniu przez studentów; Michała Wiraszkę, Piotra Maciejewskiego i Szymona Waliszewskiego. Po czterech latach istnienia do zespołu dołączył Tomasz Skórka. Zespół gra rocka alternatywnego, i został okrzyknięty objawieniem roku 2006 przez miesięcznik „Machina” i Program 3 Polskiego Radia. Do 2007 roku zanim pojawiła się ich pierwsza płyta „Terroromans, zespół nazywany bywał „najlepszym polskim zespołem bez wydanej płyty”.

Na pytanie, na ile teksty Michała Wiraszki są autobiograficzne?
Odpowiada on tak... każdy wytwór, co by to nie było, każda kreacja artystyczna, w dość znacznym stopniu odzwierciedla życie autora i jego najbliższe otoczenie. 
A najważniejsze jest to, aby móc to wszystko skomponować i wkomponować w uniwersalne prawdy. I po prostu w trzy i pół minuty opowiedzieć historię tak, aby była czytelna i wciągająca.[3]

A co mi udało się wytropić w tych kilkuminutowych tekstach piosenek Michała Wiraszki? A co też wydaje się być czytelnym znakiem związanym z jego oraz moim rodzinnym miastem, czyli Stargardem?

Jako pierwsza moją uwagę zwróciła piosenka „Przesilenie” z drugiej studyjnej płyty zespołu pt. „Notoryczni debiutanci” – Michał Wiraszko napisał  w niej tak …

„Już możemy sobie mówić na ‘ty’
i kwiaciarnie dziś wykwitły jak ospa,
żaden świt tak bezczelnie jak dziś,
nie wyważył nam oczu
i drzwi.

Mam nadzieję, że co najmniej dobrze bawisz się,
gdy w pozostałych rolach modne emocje,
każdy na swej chmurze,
wśród turystów bladych jak tło,
rozumiemy się bez słów.

Wszyscy idziemy na Plac Wolności,
By tam zapomnieć dobre rady..."

Cała piosenka - zaklikaj na:
Głęboko wierzę, że Michał Wiraszko pisząc ten tekst miał przed oczami stargardzki Plac Wolności i jego najbliższe okolice, czyli Stargardzkie Centrum Kultury oraz pętlę autobusową MZK Plac Wolności, przy której zbiega się większość linii i połączeń. A w latach 90. XX wieku organizowano tutaj większość stargardzkich imprez masowych, jak chociażby Sylwester pod chmurką. Michał Wiraszko mając wówczas kilkanaście lat i uczestnicząc w takich wydarzeniach, być może marzył o muzyce na poważniej :)
Na tej samej płycie znajduje się utwór pt. ’93, nawiązując do roku kalendarzowego. Michał Wiraszko miał wówczas 11 lat i powoli stawał się uważnym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości, co też słyszalne i czytelne jest we fragmencie tego utworu. (A jego rodzinne strony to ulica Szczecińska, os. Chopina w Stargardzie).

„spotykamy się pod blokiem tam gdzie kiedyś była pralnia
mamy dużo dobrych chęci trochę siebie dość nawzajem
ten dzień jest po to by wysypać z butów piach
chyba kończą się urlopy wylotówka prawie pusta
powtarzasz za mną
rozmawiamy o przyszłości i że decydują za nas
o pomysłach na siebie i o tym co wypada
ten dzień jest po to by przypomnieć sobie że
wciąż lepiej przeżyć coś niż obejrzeć o tym film
powtarzasz…”

Cała piosenka - zaklikaj na:

Tak właśnie Michał Wiraszko myślał o przyszłości... A jak po latach wspomina przeszłość w Stargardzie, która w tekście była daleką przyszłością, w kontekście chociażby swoich 18. urodzin i wejścia w pełnoletniość… 

„Ochotnicze Hufce Pracy w Stargardzie Szczecińskim. Wynajęta stołówka. Imprezę miałem wspólną z koleżanką Majką i kolegą Arturem. W sumie było około 70 osób. Jak małe wesele. A ma każdym dobrym weselu są szanse na to, że ktoś się z kimś posprzecza lub coś więcej”.[4]


Tą rekomendacją daję Wam „łapkę na MUCHY”. Polecając Waszej uwadze pozostałą twórczość Michała Wiraszki oraz MUCH.

Polecam
Anna-Lena z Zatoki Literackiej




[1] Piosenka „Teksański" pochodzi z pierwszego studyjnego albumu pt. „Fire”, pochodzącej  ze Szczecina grupy muzycznej HEY.
[2] Tamże.
[3] Za: „Sukces jest, kurcze, kłopotliwy”, czyli wywiad z Michałem Wiraszko z zespołu Muchy – muzyka.gildia.pl – Mzyka, newsy, galerie, koncerty.
[1] Tamże.



czwartek, 12 listopada 2015

Zapowiedź nowej rekomendacji :) w Zachodniopomorskiej Zatoce Literackiej

Parafrazując słowa piosenki "Teksański" grupy Hey, dziś mogę napisać:

Kakao stygnie zapada zmrok
A pod klawiaturą ciągle nic


Obowiązek obowiązkiem jest
A Anna-Lena z Zachodniopomorskiej Zatoki Literackiej wyłowić powinna wnet kolejną rekomendację!


„Gdyby chociaż mucha zjawiła się…”